O mnie i o blogu

Cześć. Nazywam się Adam i od kilkunastu lat dolega mi nerwica. O tym, że byłem chory dowiedziałem się dwa lata temu, kiedy zainteresowałem się psychologią. Z tego co udało mi się ustalić, choruję od czasu, gdy byłem nastolatkiem. Chociaż nie wykluczam, że nerwica mogła dopaść mnie wcześniej. Od dwóch lat leczę się psychiatrycznie i systematycznie odwiedzam psychologa klinicznego. Za pośrednictwem tego bloga, chciałbym podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i spróbować udzielić Wam rad, które pomogą zarówno chorym, jak i tym, którzy się z nimi stykają na co dzień.

Do lekarza udałem się dopiero, gdy było już na prawdę źle. Na początku myślałem, że to serce, choć zaczęło się dziwnie. Siedziałem, jak co wieczór, przed komputerem, aż tu nagle poczułem się lekko zdezorientowany. Nie wiedziałem co mi jest. Odruchowo zacząłem przypominać sobie wszystkie obejrzane odcinki Dr. House. Na początku myślałem, że to wylew, ale po wygooglowaniu objawów okazało się, że to nie to. Zacząłem szukać dalej i natrafiłem na problemy z sercem. Nagle okazało się, że bije ono szybciej, pocę się, moje pole widzenia zanika, a do tego odpływam i czuję się lekki. Myślałem, że umrę. Byłem przy tym bardzo przerażony, a oliwy do ognia dolewał fakt, że byłem sam w domu. Bałem się zadzwonić na pogotowie, bo bałem się tego co sąsiedzi powiedzą – tak, chorzy na nerwicę miewają takie myśli. Po kilkunastu minutach objawy ustały. Gdy zacząłem leczeni, dowiedziałem się, że był to tzw. napad lękowy. Później miałem ich więcej.

Na następny dzień, zaraz z rana udałem się do lekarza pierwszego kontaktu. Ten wysłał mnie na EKG, zmierzył ciśnienie i zadał kilka pytań. Diagnoza była prosta, ale dla mnie aż nazbyt prosta. Lekarz stwierdził, że moje serce jest OK, a przyczyną moich dolegliwości jest stres. Zaprotestowałem “Jak to? Przecież ja nie mam się czym stresować!”. Później okazało się, że jednak miałem. Od lekarza dostałem leki uspakajające na receptę oraz skierowanie na badania krwi i moczu. Oczywiście wyniki wykazały, że fizycznie jestem zdrów jak ryba. Ja jednak czułem się coraz gorzej. Miewałem problemy z zaśnięciem (bywało, że i przez całą noc nie mogłem zasnąć), z myśleniem, z uspokojeniem się, a nawet zaczynałem miewać lekkie omamy. Np. że komórka mi wibruje w kieszeni. Na odchodne dowiedziałem się, że mam brać leki uspokajające, a jak objawy nie ustąpią, to rozpoczniemy leczenie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o jakie leczenie chodzi.

Niestety, objawy nie ustąpiły, ale ja wmówiłem sobie, że nie pójdę do lekarza, bo będzie mnie leczył na serce, a ja tego nie chcę. Gdzieś w głębi umysłu wiedziałem, że to nie jest wina narządu pompującego krew. W tym momencie zacząłem przeglądać twórczość Freuda, której miałem niemało w swojej biblioteczce. W książkach znalazłem kilka analogii związanych z moimi objawami i postanowiłem umówić się na wizytę. Tak też zrobiłem. Nie było to łatwe, ale na moje szczęście, w dzisiejszych czasach wystarczy wpisać w google “Poradnia zdrowia psychicznego” + nazwa miasta. Zadzwoniłem i umówiłem się na wizytę, chociaż nie było to łatwe. Pani przy drugiej słuchawce była bardzo miła i łagodna, ale nie chciało mi przejść przez gardło słowo “psychiatra”, więc powiedziałem “Dzień dobry, chciałbym umówić się do… do lekarza”. Tyle wystarczyło.

W dzień wizyty było najgorzej. Od rana się stresowałem, a kiedy byłem już w przychodni zacząłem dostawać napadów lękowych oraz różnych myśli natrętnych. Zastanawiałem się, co pomyśli sobie o mnie lekarz i czy przypadkiem nie stwierdzi, że symuluję. Nagle stwierdziłem, że nic mi nie dolega. Że wszystko sobie ubzdurałem i że nie ma sensu zawracać komukolwiek tym głowy. Kiedy jednak nadeszła moja kolej, wszedłem do gabinetu i poddałem się badaniu. Było ono w gruncie rzeczy bardzo przyjemne. Na początku zostałem zapytany co mi dolega. Opowiedziałem więc o moich napadach i o tym, że lekarz stwierdził, że fizycznie jestem zdrowy. Lekarz wysłuchał mnie ze zrozumieniem, zadał jeszcze kilka pytań, a na koniec, gdy powiedziałem, że w tym momencie się denerwuję, potwierdził że rzeczywiście, jestem bardzo zdenerwowany podczas badania. Zostały mi przepisane leki zawierające paroksetynę oraz doraźnie benzodiazepam, a także zostałem umówiony na następną wizytę z lekarzem oraz na wizytę z psychologiem. Kiedy przyszedłem do domu i zażyłem benzodiazepam (wtedy jeszcze nie wiedziałem jak działa), moje życie uległo zmianie. Teraz wiem, że już nigdy nie użyłbym tego leku w taki sposób (powoduje on silne uzależnienie oraz powoduje napady lękowe, gdy schodzi z organizmu), ale wtedy całe moje życie nabrało barw. Na drugi dzień rozpocząłem kurację paroksetyną i tak jest do dziś. Mam za sobą pokaźną historię choroby, masę wizyt u psychologa, ale co najważniejsze, już prawie w ogóle się nie stresuję i zaczynam cieszyć się życiem.

Dodaj komentarz